|
27.02.2005. |
|
Po wyjazdach w góry typu alpejskiego, czyli od Tatr wzwyż, ekipa KWT, w składzie Sławek W. i Justyna O. postanowiła pojechać w lutym na skiturowy podbój Gorców.
Warunki jak na zamówienie, wszystko w śniegu, wszystko zasypane, łącznie ze szlakami, znakami na drzewach. Ogólnie wieje, śnieży i nic nie widać. Zrobiliśmy więc sobie małą całodniową wyrypkę i ledwo odnaleźliśmy Turbacza zanim się ściemniło. Niby nic, ale ludzie, którzy usłyszeli gdzie byliśmy reagowali dość dziwnie, tak jakby góra Kudłoń miała coś wspólnego z Trójkątem Bermudzkim. Dziwiono się, że tam byliśmy i chyba jeszcze bardziej, że wróciliśmy. Może coś jednak w tym jest, bo Justyna po przetrawersowaniu wierzchołka szła dalej co jakiś czas pytając "- No gdzie ten Kudłoń?". Sławek zaś odpowiadomosciał "- Szczyt już na pewno blisko" Apetyty dopisywały. Po powrocie z Kudłonia zamówiliśmy mnóstwo potraw. Jednak nie mogliśmy zjeść nawet zupy, bo co kilka łyżek wołano nas po odbiór kolejnych dań. I pomyśleć, że miałem w Gorcach schudnąć. Sławek W.  
|
|
Zmieniony ( 02.11.2007. )
|