CHAN TENGRI 2004 Pod koniec lipca 2004 dziesięcioosobowa grupa znajomych z Gdańska, Olsztyna, Warszawy i Berlina znalazła się w bazie pod Chan Tengri. Z naszego Klubu pojechali : Marcin Hennig, Andrzej Rusowicz i Sławek Wróblewski. Droga klasyczna, którą szliśmy wiodła początkowo stromymi stokami Czapajewa, gdzie znajdują się obozy - pierwszy i drugi, następnie przez wierzchołek, tzw. Plecy Czapajewa do trójki na przełęczy, po niej zaś zostaje grań szczytowa, na której można założyć jeszcze czwórkę. Z trójki lub czwórki atakuje się szczyt. Ze wszystkich obozów i odcinków między nimi rozciągają się wspaniałe widoki na pobliskie strzeliste pięciotysięczne szczyty : Ignatiewa, Semionowa, Bayankol, Karli-Tau, Mramornaja Stena, u podnóża których płynie wielka rzeka lodu - Inylczek Północny. Patrząc w dół na niego i okalające go góry z perspektywy dwukilometrowej stromizny Czapajewa, gdzie wiedzie droga, doznaje się niezapomnianych wrażeń. Mimo niepewnej pozycji i poręczówek nie zawsze godnych zaufania, nie raz wyciąga się aparat lub kamerę, by uwiecznić te niepowtarzalne chwile. Wraz ze zdobywaniem wysokości wyłania się coraz więcej gór o charakterystycznych dla Tien-Shanu piramidalnych kształtach. Wszystkie te wspaniałe widoki przyćmiewa widziana zewsząd ogromna prawie 3-kilometrowa ściana Chan Tengri. Patrząc na nią trudno objąć ją wzrokiem, a gdy wyobrazimy sobie na jej tle wpisany Mięguszowiecki Szczyt Wielki - trudno wyjść z podziwu. Od razu czuje się wielki szacunek dla ekip Rosjan i Kazachów, którzy wytyczali na niej drogi. W tej ścianie niedługo przed naszym przybyciem zginął Grzegorz Skorek, podejmując wraz z Januszem Gołębiem próbę przejścia nowej drogi. Była to jednocześnie próba pierwszego nierosyjskiego przejścia północnej Chan Tengri. Grzegorz Skorek był jednym z nielicznych Polaków, którzy w dzisiejszych czasach dokonują przejść ekstremalnych dróg wielkościanowych w górach najwyższych. Miał w swoim dorobku wiele wspaniałych osiągnięć. Nasz wyjazd zakończył się powodzeniem. Przede wszystkim, mimo pojawiających się u niektórych osób pierwszych stadiów odmrożeń, wszyscy powrócili do domów cali i zdrowi. Na dziesięć osób naszej ekipy, osiem zdobyło szczyt, byli to : Adam Ciućka, Marcin Hennig, Gosia Jurewicz, Justyna Osińska, Kasia Skłodowska, Andrzej Rusowicz, Marek Pawłowski i Paweł Wyród. Ci którzy nie weszli pobili swoje rekordy wysokości - Tomek "Soya" Ostrowski zdobył Plecy Czapajewa (6200m), a Sławek Wróblewski osiągnął pola podszczytowe Chana. Mało brakowało a po Chanie część ekipy przeniosłaby się na Pabiedę. Jednak ze względu na zbyt wygórowane żądania finansowe oraz drobne problemy zdrowotne pozostawiliśmy tą góre na przyszłe wyjazdy. Ale i tak naszego Klubu tam nie zabrakło, bo w tym samym czasie gdy byliśmy na Chanie, działał na Pabiedzie Marcin Miotk, który wraz z Jackiem Telerem zdobył tą górę, uważaną za trudniejszą od wielu ośmiotysięczników. Wkrótce w galerii - zdjęcia z wyprawy, odbędą się też pokazy slajdów. Powstaje też film dokumentalny. O wszystkim poinformujemy na stronie. Gratulacje dla zdobywców !
INFO O DRODZE : Droga klasyczna od północy dostarcza od początku wielu emocji. Rozpoczyna się od pokonania w poprzek lodowca Inylczek Pn, co oznacza kluczenie i wyszukiwanie drogi, skakanie przez szczeliny i przechodzenie przez kruche mostki śnieżne (czasami całkiem spore mosty) tuż ponad rwącymi lodowymi potokami. Odcinek do jedynki jest najłatwiejszy , chociaż niepokoją zwisające wysoko seraki. Na trawersie warto przypiąć się do poręczówki bo choć wydaje się on łatwy to prowadzi przez ukryte pod śniegiem szczeliny. Końcowy odcinek do jedynki prowadzi stromym stokiem po poręczówce (zdjęcie 2). Jedynka (4600m) nie oferuje zbyt dużo miejsca, namioty rozbija się na kamieniach. Kilkadziesiąt metrów wyżej znajduje się Jedynka-B, z platformą na 4-5 namiotów, więc często brakuje tu miejsca. Odcinek od jedynki do dwójki to prawdziwy sprawdzian kondycji. Kilometr wspinu po poręczówkach i tylko kilka małych miejsc gdzie ledwo można usiąść. W górnej połowie trasy wymagające odcinki skalne, które większość osób pokonuje na samej "małpie". Dwójka (5600) zaskakuje nas dużą ilością miejsca na namioty, mieści się bowiem na śnieżnym plateau. Stąd roztaczają się piękne widoki na całą okolicę. Do trójki idzie się przez Czapajewa, początkowo idąc w stromym śniegu (poręczówki, po drodze krótki, eksponowany trawers), następnie przez progi skalne i w końcowej fazie podejścia znów w stromym śniegu na szczyt tzw. Pleców Czapajewa. Stąd podczas dobrej pogody - fantastyczne widoki - na południu ponad "lasem" pięciotysięczników góruje Pabieda. Z Pleców Czapajewa schodzimy na przełęcz wzdłuż traserów. W przypadku słabej widoczności i zatarcia śladów warto związać się liną ponieważ jest tu dużo niewidocznych szczelin. Obóz trzeci zakłada się w namiotach na przełęczy lub kilkadziesiąt metrów poniżej - w jamach śnieżnych. Z trójki wiele osób atakuje już szczyt, zazwyczaj wstaje się o 4.00 a wychodzi o 6.00 gdy świta, bo wcześniej jest zbyt zimno. Na tej wysokości jest już ogólnie bardzo zimno, warto zaopatrzyć się w dobre puchy, bardzo lekkie, które będą doskonale grzały. Z trójki na szczyt jest kilometr przewyższenia, to na tej wysokości spory odcinek, część osób podchodzi jeszcze do czwórki, którą można założyć w trzech miejscach na grani szczytowej (na 6200,6400,6800m). Stan poręczówek między trójką a szczytem pozostawia wiele do życzenia (mnóstwo węzłów, strzępów, pozrywanych oplotów - stan na 2004r.), jednak rekompensuje to piękna i urozmaicona wspinaczka, która w przeciwieństwie do niżej położonych odcinków nie prowadzi w brunatnym łupku lecz w pełnym różnorodnych form złotawym marmurze. Przy dobrej aklimatyzacji i pogodzie, wspinaczka na szczyt jest wielką przyjemnością. Końcowy odcinek to zdające się nie kończyć pola podszczytowe. Widoki podczas ataku szczytowego nie mają sobie równych. Widać pod sobą cały Tien-Shan. Kto był, nie zapomni tego nigdy.
SPONSORZY : - SOFTBANK SERWIS Sp. z o. o. w Gdańsku - WYŻSZA SZKOŁA FINANSÓW i RACHUNKOWOŚCI w Sopocie
DZIĘKUJEMY : - wyżej wymienionym firmom i instytucjom - wszystkim osobom , które przyczyniły się do organizacji wyjazdu klubowego w góry wysokie w 2004 roku, w szczególności zaś : Piotrowi Cedrzyńskiemu, Marcinowi Hennigowi, Agnieszce Kanawce, Michałowi Kochańczykowi, Justynie Osińskiej, Emilii Pawłowskiej i Robertowi Szymczakowi. - firmie FAZER za wyroby cukiernicze - firmie HORYZONT za wsparcie sprzętowe - firmie MEDEVEREST za szkolenia medyczne - firmie PHARMAG za leki - firmie ROBERT'S za doskonałe wyroby puchowe, które grzały nas na Chan Tengri
Producent sprzętu puchowego
tekst i zdjęcia : Sławek Wróblewski
|